Wiara

Dzień dobry. Czy zastanawiałaś/zastanawiałeś się kiedykolwiek na temat tego jaką rolę w Twoim życiu odgrywa wiara? Nie mam w tej chwili na myśli wiary w cokolwiek/kogokolwiek konkretnego. Chodzi o ogół. To jak, myślałaś/myślałeś o tym? Odpowiedz sobie na to pytanie. Ja podzielę się natomiast historią, która uświadomiła mi pewną rzecz.

Uprzedzę Cię tylko o tym, że to, o czym będę dziś pisał dotyczy mnie bezpośrednio i jest tylko informacją – ten wpis nie ma na celu udowadniać Ci, że moja racja jest „najmojsza” i nie ma innej drogi. Każdy wierzy w to, co chce, a wierzyć warto, bo wiara buduje mosty. To od Ciebie zależy, czy nie spalisz ich idąc przed siebie.

Jestem chrześcijaninem. Od dziecka pielęgnowano we mnie wartości chrześcijańskie, za co jestem wdzięczny mojej rodzinie. Konkretne wierzenie nie jest tutaj istotne, bo równie dobrze mógłbym wierzyć w latającego potwora spadżetti. Znasz powiedzenie „jak trwoga, to do Boga”? Pewnie słyszałaś/słyszałeś je wiele razy. Zdarzało Ci się kiedykolwiek znaleźć uzasadnienie tego stwierdzenia? Mnie się zdarzyło. W ostatnim czasie w moim życiu zadziało się coś, co uświadomiło mi jak bardzo istotne są wartości, które przez wiele lat kiełkowały w mojej podświadomości, a z których może nie do końca zdawałem sobie sprawę. Z racji na delikatność sprawy powiem tylko, że chodzi o sprawy rodzinne. Nie chcę tym razem wdawać się w głębokie szczegóły, uszanuj to, proszę.

Cała sytuacja była dla mnie swego rodzaju ciosem. Ciosem, który zmartwił, zabolał, wprowadził w uczucie głębokiego strachu i przeświadczenia jak wiele mam do stracenia. Wszyscy za czymś pędzimy. Pędząc nie zwracamy uwagi na małe rzeczy. Nie przywiązujemy uwagi do czegoś, co dla innych może być istotne. Nie spoglądamy na gesty i sygnały, a jeśli już spojrzymy, to mogą się one wydać nam natarczywe czy niepotrzebne. Dopiero po czasie zdajemy sobie sprawę z tego, jak wielki błąd popełniliśmy – często jednak jest już za późno.

Odnośnie „za późno”, to przychodzi mi do głowy jedna rzecz. Kilka lat temu zmarła moja babcia – kobieta, która wiele mnie nauczyła, uczestniczyła w moim wychowaniu i rozwoju, kobieta, która dała mi mnóstwo miłości, czułości. Kobieta, której nie doceniałem i nie boję się tego powiedzieć. Opryskliwość i pycha, którymi unosiłem się wielokrotnie w stosunku do niej były ogromne. Dopiero kiedy zmarła, uświadomiłem sobie jak wiele bym oddał, by móc powiedzieć jej „przepraszam”. Dopiero, gdy ją straciłem zrozumiałem, że nie powiem jej tego prosto w oczy, otwarte oczy… Wiele razy przepraszam ją za to, kiedy stoję nad jej grobem, wiele razy przepraszam ją za to podczas modlitwy. Choć nie odpowie mi bezpośrednio, to wiem, że gdzieś tam jest, czuwa i rozumie. Mam nadzieję, że mi to wybaczy.

Tak, teraz powiedziałabyś/powiedziałbyś mi „trzeba było takim nie być”, prawda? Popatrz w lustro i pomyśl o tym, czy Ty nie zrobiłaś/zrobiłeś niczego podobnego w swoim życiu? Jeśli zrobiłaś/zrobiłeś i masz okazję to jeszcze naprawić, to się nie zastanawiaj – po prostu działaj. Jeśli nic takiego Ci się nie przytrafiło, gratuluję i życzę, by tak pozostało. Ja zrozumiałem to wszystko zbyt późno.

Wracając – ostatnio dotknęło mnie coś, co wzmocniło moją wiarę. Podczas krótkiego, weekendowego pobytu w rodzinnych stronach udałem się do kościoła. Stojący po środku wioski budynek, rozświetlony promieniami słońca jest miejscem, w którym znalazłem totalny spokój. To już druga sytuacja, w której obecność w tym właśnie kościele pomogła mi podjąć ważne decyzje. Byłem tam sam, w tym ludzkim odniesieniu oczywiście. Moja wizyta trwała około 30 minut. To były ważne minuty dla mnie, jako człowieka. Cicho szepcząc, wyrzuciłem z siebie to, co chciałem powiedzieć, rycząc przy tym jak bóbr i zanosząc się jak maleńkie dziecko. Wtedy dotarło do mnie właśnie, że powiedzenie „jak trwoga, to do Boga” jest cholernie prawdziwe. Wtedy też uświadomiłem sobie, że przecież każdy z nas ma coś, co jest jego światłem i nadzieją. Dla mnie to będzie wiara chrześcijańska, dla innych buddyzm, dla jeszcze innych potwierdzone badaniami naukowe stwierdzenia. To nie ma znaczenia.

Od tego dnia czuję, że coś się zmieniło. Chodzi o moje wewnętrzne poczucie obecności tego, w którego wierzę. Czy to efekt placebo? Nie wiem, nie rozwodzę się nad tym. Wiem jednak, że wiara jest ważna, bo ona pozwala przetrwać. Gdybym nie wierzył, dawno już bym się załamał, wiesz?

Jeśli masz okazję, zastanów się nad tym głębiej. Pomyśl w co/kogo wierzysz. Przeanalizuj ostatnie wydarzenia, sytuacje. Otwórz umysł na to, nad czym wcześniej się nie zastanawiałaś/zastanawiałeś. Pamiętaj, że wiara jest silnikiem. Każdy silnik potrzebuje paliwa. Domyślasz się już, czym jest to paliwo, prawda? Tak, paliwem jest siła. Siłą siebie jesteś w stanie rozpędzać wiarę, która potrafi przenosić góry. To powiedzenie nie wzięło się znikąd. Jeśli uwierzysz, będziesz w stanie zrobić wszystko, zrozumieć wszystko, mieć wszystko.

Ja wiem jedno – gdyby nie wiara, nie byłoby mnie dziś tutaj. Nie miałbym tego, co mam. Dziękuję wszystkim, którzy zrobili dla mnie cokolwiek dobrego. Dziękuję też tym, którzy podstawiali mi kłody pod nogi – dzięki temu nauczyłem się podskakiwać wyżej.

Ten tekst jest osobistą dedykacją dla mojej mamy, o której napiszę kolejny materiał. Kocham Cię, mamo i dziękuję Ci za to, że jesteś.

Dziękuję za przeczytanie tego wpisu. Jeśli ktokolwiek choć przez chwilę zastanowi się na jego podstawie nad wartością, jaką niesie za sobą wiara, będę najszczęśliwszym autorem na świecie. Jeśli chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami w tym temacie, chętnie o tym podyskutuję – napisz do mnie na Facebooku – wszystko zostanie między nami.

Peace,
K.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *